Historia wydarzyła się w czasach mojego dzieciństwa, w latach  osiemdziesiątych…

 Most kolejowy we Fronołowie,  o którym nie raz wspominałam, służył i służy do dzisiaj jako obiekt przeprawy dla  rowerzystów i pieszych, chociaż nie jest do tego przeznaczony. Pewnego dnia wybrałam się z Dziadkiem do sklepu, który był na drugim brzegu Bugu, w Maćkowiczach. Idąc przez most i będąc już w połowie drogi usłyszałam gwizd pociągu. Odwróciłam się, żaden pociąg nie jechał. Dziadek uspokoił mnie, że pociąg będzie jechał po drugim torze. Minęła chwila i usłyszałam łoskot pociągu wjeżdżającego na most. Ku nam zbliżał się wielki spalinowy Gagarin ciągnący za sobą sznur wagonów. W tamtych czasach deski na moście były spróchniałe, albo ich nie było, toteż nie mając szans na to aby zejść z torów mogliśmy tylko uciekać. Przestraszeni ale cali i zdrowi dotarliśmy po zakupy. Całą tą sytuację wynagrodziły mi lody bambino, chyba o smaku  truskawkowym – bo różowe. To były  zakupy z dreszczykiem, ale miałam co wspominać i opowiadać po wakacjach dzieciakom na podwórku.

ciapag